Rekolekcje w Asyżu - kronika wyprawy

To już 25 lat odkąd przy Siostrach Uczennicach Krzyża spotyka się Mosińska Wspólnota Rodzin. Już od ćwierćwiecza małżonkowie pod opieką Niebieskich Sióstr dają sobie wzajemne świadectwo wiary w życiu rodzinnym, zawodowym i społecznym. Innymi słowy – w rzeczywistości Nazaretu, czyli codzienności, która jest im dana i zadana. Są razem w przysłowiowym „tańcu i różańcu”. Wspólnie się modlą, adorują, rozważają Słowo i nauczanie Kościoła. Jednocześnie nie brak czasu i ochoty na agapy przy suto zastawionych stołach, kino, czy zabawy taneczne. Z wdzięczności za ten piękny dar Wspólnoty zrodził się pomysł, aby w ramach naszego roku jubileuszowego przeżyć rekolekcje w Asyżu. I tak, w dniach 18-24 lutego 2026 roku pielgrzymowaliśmy po ziemi włoskiej. Rekolekcje zatytułowane Spotkanie ze Słowem. Śladami św. Franciszka poprowadzili nasz parafialny wikariusz ks. Tomasz Szyc oraz nasza obecna Opiekunka, s. Sara.
Planując wyjazd wiele miesięcy wcześniej nie wiedzieliśmy, że przyjdzie nam zacząć pielgrzymkę w dniu szczególnym – w Środę Popielcową, ani że papież Leon XIV ogłosi 2026 Rokiem św. Franciszka… To pierwsze niezwykłe znaki, które otrzymaliśmy. Wyprawę rozpoczęliśmy skoro świt, bo po czwartej rano spotykaliśmy się na Ławicy. Termometry pokazywały -7… Do centrum Rzymu dotarliśmy przed dziesiątą. Przywitał nas zaprzyjaźniony ks. Anton, który studiuje na Lateranum, zna więc doskonale Wieczne Miasto i z radością nas po nim oprowadził. W Rzymie ucieszył nas błękit nieba, słońce, temperatura w okolicach +20 i kwitnące już kwiaty. W takich okolicznościach przyrody bardzo cieszyło i postne śniadanie na świeżym powietrzu oraz, naturalnie!, aromatyczna, włoska kawa.

Rzym
Basilica di Santa Prassede – Bazylika św. Praksedy, to jeden z najstarszych, rzymskich kościołów. Tam skierowaliśmy pierwsze kroki, chcąc zobaczyć fragment słupa, przy którym biczowano Pana Jezusa, pomodlić się przy szczątkach pierwszych męczenników oraz zachwycić się pięknem bizantyjskich mozaik. Nieopodal położona jest Papieska Bazylika Matki Bożej Większej (Basilica Papale di Santa Maria Maggiore), w której przechowywane są fragmenty Świętego Żłóbka. Tam też znajduje się grób papieża Franciszka. O godzinie 11.15 w Kaplicy Cesi dane nam było przeżyć naszą wspólnotową, popielcową Eucharystię. I tu kolejny znak: okazało się, że w tym właśnie miejscu Sakrament Małżeństwa zawarli Alojzy i Maria Quattrocchi – pierwsza para małżeńska beatyfikowana w 2001 r. przez Jana Pawła II…

Asyż
Jednak pora była już żegnać Rzym, bo pociąg odjeżdżał punkt siedemnasta: naszym zasadniczym kierunkiem wszak był Asyż – Miasto Pokoju, które umiłował i pobłogosławił św. Franciszek. Tym tłumaczy się fakt, że nie spadła tam ani jedna bomba, a siłę błogosławieństwa czuć do dziś. Przenika do wnętrza tych, którzy choć na kilka dni zdołają się tam zatrzymać. My zakosztowaliśmy ciszy i pokoju asyskiego już podczas pierwszego, nocnego spaceru średniowiecznymi zaułkami miasta pogrążonego we śnie. „Cisza jest treścią Asyżu i jego duchową architekturą. Jest wykuta w romańskim kamieniu. Jest kształtem ludzi i kościołów” – pisał Roman Brandstaetter.
W Asyżu mieszkaliśmy od środy wieczorem do niedzielnego południa. Zostaliśmy wspaniale ugoszczeni przez Benedyktynki w Klasztorze Św. Józefa, który trwa w tym miejscu przesiąknięty modlitwą i pracą nieprzerwanie od tysiąca lat.
Nasz plan dnia wyglądał następująco: przed południem nauki rekolekcyjne, po nich godzina adoracji oraz Silentium sacrum (Święte milczenie) zakończone Eucharystią o godzinie dwunastej. Następnie obiad i sjesta. Po południu zwiedzanie miasta w oparciu o przepiękne refleksje cytowanego już R. Brandstaettera (R. B.) zawarte w „Kronikach Assyżu”. Polecił je nam ks. prof. Marian Cynka, za co jesteśmy wdzięczni, bo rzeczywiście skorzystaliśmy bardzo z zawartych tam opisów. Kolację w klasztorze podawano o dwudziestej. Ponadto ochotnicy, a tych nie brakowało, wieczorem i o świcie mogli zanurzyć się w kręte schody, zaułki i uliczki, kontemplując piękno średniowiecznego miasta i umbryjskich krajobrazów pokrytych szatą soczystej wiosny. Dodatkowo w pierwszy piątek Wielkiego Postu odprawiliśmy Drogę Krzyżową w kościele w Monastero San Giuseppe, czyli naszym miejscu pobytu.

Nauki rekolekcyjne ks. Tomasza to była prawdziwa uczta duchowa, zbudowana na postaciach Noego, Zacheusza i Dobrego Samarytanina. Otwierały przestrzeń do refleksji dotyczących naszego postrzegania świata, dążenia do sprawiedliwości, troski o pokój, dziękowania za łaski, ale i za trudy obecne w naszym życiu. Mnie osobiście rekolekcje doprowadziły do myśli, że kto patrzy na Boga, ten buduje uważność na ludzi, którzy są tu i teraz postawieni na naszej drodze. Uczy się bezinteresownie działać dla innych. Bez Boga zaczynamy widzieć głównie siebie, swoje kariery, ambicje, wpadamy w pogoń za przyjemnością, uznaniem, dobrami materialnymi… Skutki takiej postawy są opłakane i prowadzą m.in. do rozpadu rodzin oraz nadużyć w środowiskach pracy i życia społecznego.
Popołudniowe zwiedzanie dopełniało czas rekolekcyjny. Wystarczyłoby samo oddychanie łagodnym powietrzem miasta, o którym R.B. pisał, że codziennie odbywa się tu misterium wniebowstępowania, gdyż Asyż powoli odrywa się od ziemi, łącząc się z niepokalanym błękitem nieba. Tymczasem dane nam było także zanurzyć się w piękno i historię niezwykłych miejsc, a wśród nich zwiedziliśmy: pokryty wspaniałymi freskami kościół górny i dolny Bazyliki Świętego Franciszka, Bazylikę Św. Klary, modliliśmy się przy grobie „świętego influencera w trampkach” – Carlo Acutisa – w Sanktuarium Obnażenia św. Franciszka przy kościele Matki Bożej Większej w Asyżu, odbyliśmy spacer do klasztoru San Damiano, w którym żyła i zmarła św. Klara, i w którym Jezus poprosił Biedaczynę o odbudowanie Swojego Kościoła. Po drodze na Rocca Maggiore, najwyższego punktu miasta, zawitaliśmy też do romańskiej katedry Św. Rufina. Nie zabrakło również wyprawy do położonej nieopodal Bazyliki Matki Bożej Anielskiej kryjącej Porcjunkulę, maleńki kościółek, który odbudował swoimi rękoma San Francesco.
Aby każdy stawał się wzorem świętości
Prawdziwym uwieńczeniem pobytu w Asyżu była możliwość nawiedzenia szczątków św. Franciszka, które nigdy wcześniej w historii nie były tak długo eksponowane. I myśmy się tam modlili, w pierwszej godzinie, pierwszego dnia wystawienia przezroczystej trumny! Czyli w niedzielę 22go lutego o siódmej rano. A to wszystko możliwe było, gdyż Leon XIV postanowił ogłosić okres od 10 stycznia 2026 do 10 stycznia 2027 Rokiem Świętego Franciszka. Obchodzimy bowiem 800. rocznicę śmierci Biedaczyny z Asyżu. Ojciec Święty pragnie, abyśmy idąc za przykładem Świętego z Asyżu stawali się sami wzorem świętości życia i nieustannym świadkiem pokoju

U przyjaciół w Pietrarubbi
Żegnaliśmy Asyż z pragnieniem powrotu tu znów, kiedyś ale tymczasem trzeba było ruszać dalej. Przyjechali bowiem po nas przyjaciele: siostra Danusia, bracia Angelo i Cristian oraz Franco i Nazzario, którzy zabrali nas w gościnne progi pofranciszkańskiego klasztoru Mniszek i Mnichów Wieczystej Adoracji w Pietrarubbi. Po drodze przystanęliśmy jeszcze na chwilę w Bazylice MB Anielskiej. Dotarliśmy w sam raz na obiad do położonego u stóp góry Carpegna Domu Pielgrzyma. Tego dnia poznaliśmy piękne zabudowania i ogrody klasztoru. A po wieczornej mszy przeżyliśmy kolację w stylu włoskim – z dużą ilością dobrego jedzonka i dobrych, radosnych rozmów.

„Nie można być w regionie Marche i nie odwiedzić Świętego Domu z Nazaretu w Loreto” – powiedziała kiedyś s. Danusia. Myśmy się jej posłuchali i dlatego w poniedziałek po śniadaniu i tradycyjnym cappuccino (którego Włosi nie nazywają kawą) udaliśmy się do Sanktuarium w Loreto. Tego dnia mieliśmy małą przygodę. Okazało się bowiem, że busik, który mieliśmy zarezerwowany, nie został zwrócony do wypożyczalni. Sytuacja wydawała się trudna. Ostatecznie jednak okazało się, że przyjaciel naszych przyjaciół ma podobne auto, które… bezinteresownie nam wypożyczył. Bóg jest hojny! A docierając do Loreto później, niż planowaliśmy, uniknęliśmy tłumów i mogliśmy kontemplować ciszę Sanktuarium, odwiedzić spokojnie Polski Cmentarz Wojenny oraz przeżyć Eucharystię u polskich Sióstr Nazaretanek. Tyle dobra otrzymaliśmy z tej trudnej początkowo sytuacji… Wieczorem odwiedziliśmy jeszcze Ankonę, podziwiając słynny port tuż po zachodzie słońca. Ostatnia kolacja w Pietrarubbi, wypełniona była śmiechem i opowieściami. Zdarzyło się też przy okazji kilka cudów: ktoś przemówił przedstawiając się po włosku, ktoś zapomniał, że nie lubi słodyczy…

San Marino
Wtorek 24 lutego, był ostatnim dniem naszej włoskiej pielgrzymki. Spędziliśmy go w republice San Marino, w której Siostry Adoratorki Eucharystyczne mają również swój klasztor, w którym mieszkał przez pewien czas św. Maksymilian Maria Kolbe. Po wspaniałym pożegnalnym obiedzie, odwiedziliśmy jeszcze Villę Verucchio, w której z laski wbitej w ziemię przez św. Franciszka wyrósł olbrzymi, żyjący do dziś cyprys. Szczęśliwie dotarliśmy na czas na lotnisko w Bolonii. Około 22.00 dolecieliśmy do Wrocławia, a stamtąd wynajętym busem dostaliśmy się do Mosiny. W domach byliśmy grubo po północy, zmęczeni, ale i szczęśliwi. Wdzięczni Bogu za opiekę i ten dobry czas, dziękujemy wszystkim, którzy nam błogosławili, szczególnie prezbiterowi Adamowi Prozorowskiemu oraz ks. Edwardowi Majce. Wyrażamy też wielką wdzięczność i podziękowanie za duchowe prowadzenie ks. Tomaszowi oraz siostrze Sarze. A naszą mini-kronikę wyjazdu kończymy franciszkańskim zawołaniem:
PACE E BENE – POKÓJ I DOBRO!
/Artykuł ukazał się w Nr 219(431) Wiadomości Parafialnych parafii mosińskiej/ AW
